• Wpisów: 318
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 20:21
  • Licznik odwiedzin: 32 452 / 2187 dni
 
lovebruno
 
 Obudziła się z dziwnym uczuciem, uczuciem szczęścia, długo dla niej niedoznawanym. Zawsze pierwszą czynnością, jaką wykonywała było zapalenie papierosa. Tym razem pobiegła entuzjastycznie do łazienki i lekko się umalowała i wyprostowała włosy. Wróciła do pokoju, zapominając o papierosach i wybrała dziś jasne ubrania, tj. biały t-shirt i jasne jeansy. Z uśmiechem weszła do kuchi, witając się z ojcem. Zjadła wspólnie z nim śniadanie. Czuła się dość dziwnie, ponieważ  dawno tego nie robiła. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej widząc Jego imię na ekranie. Już wiedziała, ze na nią czekał.

-Dzisiaj wrócę późno, nie czekaj. –powiedział , widząc, ze już wychodzi.

-Dobrze tato. –zdziwiona swoim zachowaniem podeszła do ojca i pocałowała go w policzek na pożegnanie. –Miłego dnia. –ten również nie ukrywał zaskoczenia, ale ucieszył się, ze w końcu dogaduje się z córką. Jeszcze nigdy nie widział jej tak szczęśliwej.

-Tato… -patrzyła przez okno. –To skoro wrócisz późno… To może  mogłabym zaprosić Bruna do siebie.

-…

-Proszę..  Nie będę sama, podobno go lubisz.

-Ah, to ten co mieszka w domu obok ? No tak, miły chłopak.

-Więc, nie masz nic przeciwko ?

-Oczywiście , że nie. Jest u nas mile widziany.

-Dziękuje. Lecę , pa. –wybiegła z domu. Już od razu widziała jego sylwetkę. Stał tyłem do niej. Zaskoczyła go zakrywając mu oczy.

-Mmmm Victoria…

-Skąd wiedziałeś..

-Po prostu wiem. –przywitał ją pocałunkiem. Chwycił jej dłoń i ruszyli drogą do szkoły.  –Wiesz, nie masz pojęcia jaki jestem szczęśliwy.

-Ja jeszcze bardziej.

-Nie.

-Tak.

-Kocham Cię.

-Nie .

-Jak to nie ?

-Kłamiesz.

-Z tego się nie żartuje.

-Ja mówię o kłamstwie , nie o żartach. Bruno , głuptasie.

-Nie ważne, ale ja Cię kocham.

-Udowodnij. –chwycił ja za nadgarstki, po czym przeniósł ręce na plecy dziewczyny przysuwając ją jeszcze bliżej siebie. Pocałował ją tak, że zapomniała o całym świecie i o tym, że właśnie stali na pasach. Ich to jednak nie obchodziło. Chwila ta trwała i trwała. Dopóki nie usłyszeli trąbienia aut. Ocknęli się  i szybko pobiegli na drugą stronę. Śmiali się i nie mogli przestać.

-Wiesz, ja też Cię kocham, strasznie.

-Wiesz, ja Ci przynajmniej wierzę.

-Oj, przestań . –zaśmiała się.


 Stała przed szkołą , rozglądając się. Już traciła cierpliwość, czekając na niego. Poczuła Jego ciepłe ręce na biodrach, które po chwili otoczyły ją całą. Już zapomniała, że tyle na niego czekała.

-Bruno…

-Przepraszam, że tak długo, ale sama rozumiesz, nie nauczyłem się zbyt dobrze.
-To po co poszedłeś zaliczyć ten sprawdzian .-zaśmiała się lekko.

-Hmm , żeby przestała się mnie czepiać. –zaśmiali się oboje.  – Widzimy się po szkole ?

-Idziemy do mnie. Chyba, że masz coś przeciwko. –Bruno udał , że myśli. –Będziemy sami, mój tata wraca późno.

-Okej, zdecydowałem się, idziemy.- chwycił ją za rękę i ruszyli do domu Victorii .


-Bruno jesteś głodny? Okej, nie odpowiadaj. – chwyciła telefon i wykręciła numer. Bruno w tym czasie nalał soku do szklanek. –Pizza zaraz przyjedzie.

-Wiesz co lubię. –podszedł do niej i przytulił mocno. Pocałował ją w końcu. Nie mógłby wytrzymać bez całowania jej. Uwielbiał to robić. –Wyjedźmy gdzieś na weekend ,razem, tylko ty i ja.

-Nie mogę. Tata zaprosił kogoś na niedzielny obiad. Mówił, że to ważne dla niego.

-No trudno. Wezmę sobie kogoś innego.  –zaśmiał się.

-Och ! Ty ! No wiesz co ?! Okej. Cześć. –pobiegła do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko i tylko czekała aż Bruno przybiegnie do niej. Już słyszała kroki na schodach. Odwróciła się twarzą do okna , a plecami do drzwi. Bruno wszedł, próbowała utrzymać powagę. Poczuła, że Bruno kładzie się obok niej. Poczuła jego ręce na  swoim brzuchu.

-Kochaanie, żartowałem.

-Spadaj , wyjdź.

-Nie.

-Znajdź sobie lepszą.

-Ja chce Ciebie.

-Trudno, cześć.

-Ale Victoria…

-Żegnam. –już nie wytrzymywała ze śmiechu.

-Dobrze, będzie jak chcesz. –wstał z łóżka i stanął obok drzwi. –Uszanuję Twoją decyzje,  to był tylko żart. –wycofywał się. –Jak chcesz. Wychodzę. Cześć Victoria. –gdy usłyszała jak schodzi ze schodów, roześmiała się i pobiegła zanim. Dobiegła do niego pod drzwiami wyjściowymi i przytuliła się do niego od tyłu. Odwrócił się gwałtownie. –Bruno, ja też żartowałam –wtuliła się w Jego klatkę piersiową. On nawet nie drgnął. –Bruno , no co Ty…

-Odejdź ode mnie. –jej oczy rozszerzyły się gwałtownie.

-Co ? –odsunęła się na kilka kroków. –Ale..

-Z nami koniec. –Victoria nie wierzyła w to co słyszy.

-Ale to był żart, przecież. Bruno ! Nie rób mi tego. –odwróciła się i usiadła na kanapę. Zakryła twarz dłońmi. Bruno podbiegł i usiadł obok niej .

-Ja też żartowałem kochanie. –Victoria nie odpowiadała. –Victoria, ty płaczesz ? Boże ! Przepraszam, nie wiedziałem , że tak zareagujesz. Przepraszam. –po  dłuższej chwili Victoria wtuliła się w niego, a Bruno odetchnął z ulgą. –Naprawdę myślałaś, że mogę to zrobić ?

-Tak ,właśnie tak. Kto by chciał być ze mną.

-No ja ? Victoria dla mnie jesteś najpiękniejsza na świecie. Odkąd Cie poznałem o nikim innym nie mogłem myśleć, tylko o Tobie. Kocham Cię najbardziej na świecie.

-Naprawde ?

-Tak.

-Ja Ciebie też kocham.

-Pizza przyjechała !

-A ty tylko o jednym –zaśmiała się. Wstała i poszła odebrać pizze. Po chwili siedzieli na kanapie i jedli pizze , oglądając telewizję. Wtuliła się w ukochanego. Pragnęła go mieć przy sobie na zawsze.

*Uhh , w końcu coś napisałam. I jak?*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego