• Wpisów: 318
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 20:21
  • Licznik odwiedzin: 32 452 / 2187 dni
 
lovebruno
 
 Wyszła z samochodu i odetchnęła powietrzem charakterystycznym dla Hawai. Cieszyła się ,że wreszcie tu jest. Niby był to tylko weekend, a miała wrażenie ,że jakieś 2 tygodnie. Jednak wspomnienie o Brunie przyprawiało ją o kłucie w sercu. Chciała go jak najszybciej zobaczyć.

 Uśmiechnął się mimowolnie widząc uśmiechniętą dziewczynę wychodzącą z samochodu. Obserwował ją, aż nie weszła do domu. Miał nadzieję, że za chwilę zobaczy ją w oknie w jej pokoju, palącą papierosa. Ostatnio sam zaczął popalać. Już się nie dziwił, czemu Victoria paliła nałogowo.

Rzuciła się na łóżko zakrywając twarz poduszką i odgoniła wszystkie myśli. Wstała jednak , by wyciągnąć paczkę papierosów. Wyjęła jednego i zapaliła. Otworzyła okno i usiadła na parapecie jak w zwyczaju miała to robić. Paląc przypomniał jej się jej pierwszy papieros, którego zapaliła. Było to jakieś 3 lata temu. Chciała spróbować. Od jednego się zaczęło, jednak nie żałowała. Na początku było żal wydawać pieniądze na to, ale z czasem to był już jej jedyny wydatek. Nie musiała się martwić. Wiedziała, że jest to jej jedyny, najszybszy sposób na uspokojenie się, a także działał zwykły nałóg.

 Wziął gitarę do ręki i usiadł koło okna. Zaczął brzdąkać coś na instrumencie. Podniósł głowę nieco do góry i ujrzał, ją. Włosy jak zwykle opadały na jej ramiona. Zauważył, że zmieniła ich kolor. Teraz mieniły się rudym odcieniem. Według niego nie ważne jaki kolor włosów miała, dla niego zawsze była piękna. Jak  zwykle –czarna bluza z kapturem i ciemne rurki. Obserwował jak zaciąga się dymem papierosa i wypuszcza nieco później. Mimo , iż była odwrócona, wyraźnie widział jej niebieskie oczy, które przepełnione były bólem, mimo, że się uśmiechała, widział to , po prostu.

 Miała wrażenie , że ktoś na nią patrzy. Nie myliła się. Zobaczyła te brązowe tęczówki , za którymi tak tęskniła. Ich kontakt wzrokowy trwał ułamki sekund, a miała wrażenie jakby wieczność. Odwróciła głowę i zniknęła w głębi pokoju. Uśmiechała się. Cieszyła się, że go zobaczyła. Miała wrażenie, że on też się uśmiechał. Rzuciła się spowrotem na łóżko i rozmyślała. Jej wewnętrzny monolog przerwało pukanie do drzwi.

-Proszę. –wykrztusiła w końcu z siebie. Myślała, że to jej ojciec. Kiedy zobaczyła wyłaniającą się postać zza drzwi , oniemiała.

-Hej.

-Co tu robisz ?

-Czas porozmawiać nie sądzisz  ?

-Raczej sądzę, że nie mamy o czym.

-Wysłuchaj mnie, proszę.  Minut , błagam.

-Bruno, ja nie wiem…

-Nie zmuszaj mnie, bym Cie błagał na kolanach.

-A zrobiłbyś to ? –uśmiechnęła się blado.

-No jasne, dla Ciebie wszystko. –mimo, iż wiele razy słyszała takie słowa od Bruna, jednak te brzmiały jakby inaczej, poważniej. Wiedziała, że chciał jej powiedzieć coś ważnego.

-Okej, słucham. –przywróciła się do pozycji siedzącej. Bruno usiadł naprzeciwko niej. Widziała, że Bruno się denerwował, co sprawiało u niej to samo uczucie nerwów. Bała się tego co powie. Bruno wziął głęboki oddech .

-Nie wiem od czego zacząć. –zaśmiał się sztucznie.

-Najlepiej od początku, Bruno.

-Dobrze, ale nie zależnie od tego, czy będziesz przychylna do tego co powiem , czy nie, nic się nie zmieni między nami.-w tym momencie Victoria uniosła brew.

-Bruno, do rzeczy, bo póki co to niczego się nie dowiaduje, a zaczynam się coraz bardziej denerwować.

-Dobrze, ale pamiętaj, że chce być Twoim przyjacielem, nie zależnie od tego co teraz powiem.

-Bruno ! Wyrzuć to z siebie.

-Matko, ręce mi się pocą. Nie , nie powiem tego.

-Bruno. –złapała go za rękę, na co on zareagował zdziwieniem. –Mów do cholery, bo zaraz mnie cholera weźmie. Jeśli nie chcesz mnie już nigdy widzieć, okej. Da się to zrobić.

-Victoria, o czym ty…

-Nie, Bruno ja naprawdę zrozumiem. Ja usunę się z Twojego życia…

-Ja Cię kocham !-przerwał jej i jakby wystraszony swoimi słowami, czekał na reakcje dziewczyny.

-Co ty powiedziałeś ?

-Nie, nic. Naprawdę. Wiem, wygłupiłem się.

-Ale Bruno…

-Musze iść. –kierował się do drzwi.

-Bruno !! Kurwa stój ! –pociągnęła go za nadgarstek.

-Victoria… Wstyd mi za siebie.

-Powiedz mi, czy to co powiedziałeś przed chwilą to prawda. – w głębi serca modliła się, by to była prawda, ale w ostatniej chwili zwątpiła. Bruno odetchnął i pokiwał głową. Spojrzał dziewczynie w oczy i widział, że zalewają się łzami. Wystraszył się.

-Victoria, dlaczego płaczesz ?

-Bruno….

-Mam wyjść i się więcej nie pokazywać ?

-Nie..

-No to co ?! Na krzycz na mnie chociaż , bo to, że nic nie mówisz zabija mnie.

-Skończ już te pierdolenie. Ja też Cię kocham wariacie !

-Co ?! –jego oczy rozszerzyły się momentalnie. Nie wierzył w to co usłyszał. Victoria uśmiechnęła się i podeszła do Bruna. Ten chwycił ją za ręce i splótł ich palce. Zbliżali swoje twarze do pocałunku. Kiedy czuli na swoich usta , wargi drugiej połówki ich dusze wypełniło przyjemne uczucie gorąca. Jakby szczęście zalewało całe ich ciało. Całowali się namiętnie tak, jakby chcieli powiedzieć sobie przez ten pocałunek wszystko, co czują. Oderwali się od siebie. Bruno objął Victorię wokół talii i przyciągnął ją do siebie. Oboje dziękowali Bogu , że w końcu ich uczucia wyszły na jaw.

 
Leżeli wtuleni w  siebie na łóżku w pokoju, w domu Victorii i splatali co chwila swoje palce. Nie mogli nacieszyć się swoją obecnością.

-Serio chcesz , żeby zostało jak dawniej, żebyśmy byli tylko przyjaciółmi ?

-Nie.

-Sam tak powiedziałeś.

-Bo nie wiedziałem, że czujesz to samo. Wolałbym już wytrzymać i się z Tobą tylko przyjaźnić niż nie mieć Cię wcale. A to, że czujesz do mnie to samo, to zmienia postać rzeczy i…

-I…  ?

-Victoria… Spróbowalibyśmy być razem ? –Victoria pocałowała Bruna na znak zgody.

-Taka odpowiedź Ci wystarczy ?

-Mmmm, oczywiście.

-Bruno…

-Tak ?

-Dlaczego mi nie powiedziałeś wcześniej ? No, bo rozumiem, że to nie wzięło się np. dzisiaj i tak nagle.

-Oczywiście, że nie. Jakby to powiedzieć. Pamiętasz jak pierwszy raz się spotkaliśmy ?

-No tak, przyszedłeś wtedy do naszej klasy.

-No właśnie.. Jak zaczęliśmy rozmawiać, już wiedziałem,  że w Tobie jest coś co mnie ciągnie do Ciebie.

-Jak tak o tym mówisz, to jest takie … Czuje się taka wyjątkowa.

-Bo jesteś.

-Bruno , proszę Cię. Jeszcze nikt mi czegoś takiego nie mówił. Kiedyś chłopacy traktowali mnie jak przedmiot, byle mieli się z kim pokazać, ale ja ich kochałam, głupia. Przez nich cierpiałam, kiedy im się po prostu znudziłam i psychika dostała w dupę i widać tego skutki do dziś. Często mam załamki.

-Ty jesteś moją księżniczką. Odkąd zostaliśmy przyjaciółmi nie wyobrażałem sobie życia bez Ciebie. A jak było z Tobą ? Kiedy zaczęłaś coś do mnie czuć.

-Od pewnego czasu. Sama dokładnie nie wiem. To rosło we mnie z dnia na dzień. I z dnia na dzień było coraz gorzej. Kochałam Cię coraz bardziej i coraz bardziej byłeś dla mnie nieosiągalny. Bałam się, ze będę żyć z tym uczuciem do końca. Jeszcze traciłam Cię jako przyjaciela. Ostatnie dni były okropne, myślałam, że nie dam rady ,rozumiesz ? –po policzku Victorii spłynęło kilka łez. –To wszystko mnie dobijało. Ja Cię tak strasznie kocham i dziękuje Bogu, że teraz jest jak jest. Nie zostawiaj mnie już nigdy, błagam. –wtuliła się w klatkę piersiową Bruna i trzymała go mocno, jakby miał jej uciec.

-Mi też nie było lekko. Jak widziałem jak Ryan , mój najlepszy przyjaciel się do Ciebie przystawia , myślałem, że nie wytrzymam. Ja też Cię kocham maleńka. Nie opuszczę Cię, nigdy. –pocałował ją czule w czoło i przytulił mocniej do siebie. Spędzili resztę dnia. Nic im nie było potrzebne. Ich obecność sprawiała, że mieli wszystko czego potrzebowali.

____
*I co podoba sie?* :)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego